Wszystkie dane osobowe zamieszczone na stronie internetowej parafii są umieszczone wyłącznie za zgodą osób zainteresowanych.

  • 1.jpg
  • 2.jpg
  • 3.jpg
  • 4.jpg
  • 5.jpg
  • 6.jpg
  • 7.jpg
  • 8.jpg
  • 9.jpg
  • 10.jpg

Wywiad z Ks. prałatem Janem Kudłaczem

 

„To jest moja droga życia”


Rozmowa z Ks. prałatem Janem Kudłaczem – proboszczem naszej parafii, misjonarzem, członkiem Rady Kapłańskiej diecezji tarnowskiej, Honorowym Kapelanem Jego Świątobliwości, a przede wszystkim Kapłanem, który przez 40 lat wypełnia misję służby Bogu i ludziom.

 

Jak Ksiądz prałat wspomina czasy dzieciństwa i atmosferę domu rodzinnego? Kto miał największy wpływ na kształtowanie się Księdza religijności?

W moim domu rodzinnym była codzienna wspólna modlitwa wieczorem przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Pilnował tego ojciec. W maju dołączało się Litanię do Matki Bożej, w czerwcu Litanię do Serca Pana Jezusa, w październiku dziesiątek różańca, a w grudniu Litanię do Imienia Jezus. Mimo odległości 5 km do kościoła parafialnego w Jazowsku, nie do pomyślenia było nie iść do kościoła w niedzielę. Chodziło się też na inne nabożeństwa.

Jak zrodziło się powołanie Księdza prałata do kapłaństwa?

To sam Jezus powołuje, kogo chce. To On mnie powołał. Od dziecka lubiłem się modlić, chodzić do kościoła, choć było daleko. Lubiłem lekcje religii. Nauka przychodziła mi dość łatwo. I tak powoli pojawiła się myśl o kapłaństwie, choć nie zaraz poszedłem za nią. Dopiero rok po maturze podjąłem sam decyzję – idę do Seminarium. Po prostu dojrzałem do tego wyboru i już nigdy nie zwątpiłem, że to jest moja droga życia.

Ponad 11 lat był Ksiądz prałat misjonarzem w Kongu-Brazzaville. Co zainspirowało Księdza do poświęcenia się pracy misyjnej? Afryka była miejscem przypadkowym czy wybranym?

W czasie studiów w Seminarium przyjeżdżali misjonarze i misjonarki, aby mówić o misjach, o potrzebie takiego zaangażowania. To było ciekawe. Należałem do koła misyjnego w Seminarium i dlatego ten temat był mi bliski. W tym czasie wyjechali na misje pierwsi kapłani z naszej diecezji do Konga-Brazzaville. Pakowałem skrzynie z narzędziami do wysyłki na misje. Potem w pierwszych latach kapłaństwa spotykałem się z kapłanami, starszymi kolegami, którzy przygotowywali się do wyjazdu na misje. Pojawiało się pytanie: Czemu nie ja? Z czasem przerodziło się ono w pragnienie zrobienia czegoś więcej dla Kościoła Powszechnego. Czułem, że zaczynam się dusić w byciu wikarym w diecezji. I tak w roku świętym 1983 razem z ks. Janem Piotrowskim – obecnie Biskupem Kieleckim – poszliśmy do ks. Biskupa J. Ablewicza, prosząc o pozwolenie na wyjazd do pracy misyjnej. Ksiądz Biskup ucieszył się, ale kazał nam czekać. Dopiero rok później – 24 czerwca 1984 r. dostałem pismo od Ks. Biskupa, że wyraża zgodę na mój wyjazd na misje. Od września zaczęło się przygotowanie w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. To Ks. Biskup przeznaczył nas do Afryki, do Konga. Taka była wola Boża.

Który okres w swoim 40-letnim życiu kapłańskim uważa Ksiądz prałat za najważniejszy?

Wydaje mi się, że mój wyjazd na misje, rzucenie się w obcy mi świat, nieznane warunki i środowisko. To wymagało zaufania Bogu, zdania się na Niego. Dobrze mi było na parafiach jako wikariuszowi, dobrze mi było w Tylmanowej, gdzie byłem tylko rok. Poszedłem w ciemno w nieznane. Wtedy nie było jeszcze Internetu, żeby sprawdzić, dowiedzieć się więcej o warunkach, w jakich tam ludzie żyją. Była tylko skąpa informacja od misjonarzy, którzy tam pracowali i mówili krótko: Przyjedź, to zobaczysz! Doświadczyłem żywo działania Bożej Opatrzności. Dziś wiem z pewnością, że Bóg mnie prowadzi i trzeba na modlitwie mówić z przekonaniem: Jezu ufam Tobie.

Jak ocenia Ksiądz prałat okres pełnienia funkcji proboszcza w naszej parafii? Więcej było momentów trudnych czy dających satysfakcję?

To Opatrzność Boża skierowała mnie po powrocie z Konga do Uszwi. Mogłem nawet wybierać parafię. Wybrałem Uszew, bo spodobał mi się kościół. Gdy zaglądnąłem do środka, to jakby sam Pan Jezus powiedział mi: Zostań tu. Odnów kościół i głoś Ewangelię w tej parafii. Dziś jeszcze lepiej widzę, że taka była wola Boża. Trudności zawsze nam towarzyszą, bez nich nie ma życia. Satysfakcja też jest, bo jakiś ślad, choćby materialny mojej pracy można zauważyć. Pewnie i jakieś duchowe owoce pracy też są. Trudno je wyliczać, a czasem trudniej je zauważyć. Zresztą to wszystko nie ja zrobiłem, ale Pan Jezus pobłogosławił, a ja nawet czasem Mu przeszkadzałem w realizacji Jego planu dla parafii w Uszwi. Gdybym nie przeszkadzał, to byłoby jeszcze lepiej. Cieszę się, że zauważają to niektórzy parafianie oraz Księża Biskupi Tarnowscy, odznaczając mnie w 2007 r. godnością Kanonika Honorowego Kapituły Bocheńskiej, a ostatnio Kapelanem Ojca Świętego.

Co jest największym darem i urokiem kapłaństwa?

Największym darem kapłaństwa jest bycie blisko Jezusa. Możliwość sprawowania Eucharystii. Jasny cel życia. Wiem, po co żyję, czego oczekuję i dokąd podążam. Z tym wiąże się też bycie dla ludzi, bycie z ludźmi w przeżywaniu wiary. Kapłan jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Nie jest się kapłanem dla siebie, ale przewodnikiem dla wspólnoty wierzących. To jest piękne, choć trudne.

Jakie plany chciałby Ksiądz prałat zrealizować w najbliższej przyszłości?

Z racji wieku moje proboszczowanie zmierza ku końcowi. Mogę jeszcze być proboszczem najwyżej do 2020 roku. Chciałbym jeszcze odnowić obrazy w kościele, a to jest kosztowne, może dom parafialny. Nie będę robił wielkich planów i obietnic, bo będzie tak, jak Bóg pozwoli. Bóg da zdrowie, pobłogosławi i parafianie pomogą, to może coś dobrego z tego wyniknie.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Teresa Czesak